Zapewne każda z Was ma swój ulubiony kosmetyk, taki bez którego z domu się nie rusza. A gdy ten się skończy biegniecie do drogerii by nabyć kolejny identyczny produkt.Od jakiegoś czasu i ja znalazłam w swej kosmetyczce moje „perełki”. W ostatnim czasie nie wyobrażam sobie życia bez dwóch szminek. Mowa tu o Astor Soft Sensation Color & Care odcień 205 Rose Fever oraz Rimmel Lasting Finish Matte by Kate Moss odcień 110. Szminka to jeden z podstawowych punktów w damskiej kosmetyczce, jednak u mnie gości od niedawna. Kiedyś jakoś nie lubiłam by moje usta nadto się wyróżniały. Używałam raczej pomadek, które sprawiały, iż usta stawały się jaśniejsze. Moje poszukiwania szminki idealnej zaczęły się od tego, że na jednym z blogów na jakie zaglądam dziewczyna miała piękne czerwone usta, jak później okazało się użyła szminki w płynie Armaniego i wyglądała olśniewająco. Na początku właśnie takiej szminki poszukiwałam, nie przerażała mnie nawet jej cena, jednak jej dostępność jest tak ograniczona, że w sklepach stacjonarnych dorwać jej nie mogłam a przez Internet nie chciałam kupować dokładnie nie widząc jej odcienia. Przekonałam się do krwisto czerwonych szminek, które kiedyś na ustach babci mnie przerażały 😀

Powiem wam, że szukanie idealnego koloru nie jest wcale takie łatwe i moje marzenia o czerwieni zmieniły się na coś w rodzaju fuksji czy intensywnego ciemnego różu. Jakoś przypadkowo udało mi się upolować szminkę Astora o właśnie takim kolorze. Co najbardziej mnie w niej urzekło? Nadaje nasycony i olśniewający kolor już po jednym muśnięciu. Dzięki kremowej konsystencji nakładanie jej jest przyjemnością. Jest też wzbogacona o kwas hialuronowy oraz polipeptydy, które nawilżają usta i sprawiają, iż szminka utrzymuje się na ustach przez wiele godzin, posiada także filtr SPF 20.

Moją drugą perełką jest niedawno nabyta szminka Rimmel z matowym wykończeniem. Jej kolor jest równie piękny jak poprzedniczki, jednak tu mamy do czynienia już z czerwienią, w sumie nie wiem czy jest to krwista czerwień. Możliwe, że trochę jej do niej brakuje, ale i tak jest piękna. Co do końcowego matowego efektu, spodziewałam się czegoś więcej, choć nie powiem, że efekt jaki pozostawia nie podoba mi się. Ogólnie rzecz biorąc z tej szminki jestem równie bardzo zadowolona. Jest bardzo dobrze napigmentowana, więc tak jak i Astor, już po jednym muśnięciu usta wyglądają ładnie. Co do trwałości to mam wrażenie, że jest bardziej trwała od Astora, ponieważ przy jedzeniu bardzo mało ściera się z ust i nie pozostawia „odcisków” na szklankach czy kieliszkach. Konsystencja dość twarda, jednak całkiem dobrze się ją aplikuje. Formuła szminki została wzbogacona pyłem rubinowym. Ma ona też bardzo ciekawy, przyjemny zapach, który wyczuwalny jest po nałożeniu jej. Nie wysusza ust oraz nie podkreśla skórek, jednak nie nawilża tak jak Astor. Obie szminki mają bardzo ładne, estetyczne opakowania.

 

W obecnej chwili, używam obu szminek gdzie tylko mogę. Aż sama się dziwie, że noszę je prawie na co dzień, kiedyś nawet bym o tym nie pomyślała. Jednak poszukiwań na pewno nie zakończę na dwóch. Na pewno w moje łapki niebawem wpadnie coś w odcieniu różu i czerwieni. A jaka jest Wasza ulubiona szminka bądź odcień? Może i Wy zostaniecie moją inspiracją na kolejny zakup 🙂